Wiersze uczniów ZS 32 im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego:

  Dmuchawce

Rozdzielenie, jedno słowo, nie wiem
ogień co z wulkanu się toczy, bezsens,
tak jak ciche powietrze, zimny śnieg

Jedno spojrzenie niepewne, wrzucone do kosza
natchnienie, rozdzielenie
wietrzny brzeg, zamglenie

Chaos, płynący nerw, niemożność
Nurt co gubi sens, zapomnienie
bądź też złudzenie, krwawy cień

Mur?, raczej zburzenie , kawałki szkieł
zwątpienie, ciche nieistnienie
niebieska woda? Rozczulenie

Energi brak, czy złe położenie,
melatoniny hak nieznużenie
Martwiej godziny sens?

  Laboratorium

Siedziałeś w płomieniu ognistym lecz lodowe
mas dzisiaj dłonie
patrzysz na zegar i nie wiesz, że już się Ciebie nie
boję

Nie lękam się twojej ciemności ani krwi rdzawych
Kryształów oddechu ostatniej sekundy zapachu
zimnego żaru

Nie ufam strumieniom ciszy, gwiezdnym
Łańcuchom mądrości one już dawno umarły
Chociaż ty sam nie jesteś martwy

Prochem już byłeś a jednak powstałeś z krwi
martwej postaci mnie nawiedzałeś lecz grób
twój nadal otwarty sól sam rozsypałeś

Alicja Krawczyńska

  Ta dawna miłość

Ta moja dawna miłość
ta zapomniana już miłość
uśmiechem do mnie wróciła
choć długo jej tu nie było

Spojrzała na mnie czule
z oddaniem, pełna ufności.
Nie chciałam oddać nikomu,
tej mojej dawnej miłości.

Przyniosła ze sobą wspomnienia
tych dawnych dni, dawnych nocy
i pełnię nowych nadziei,
i nowych uczuć gorących.
I rzekła mi, że żałuje,
że długo tak czekać mi kazała
że ciągle za mną tęskniła,
że zawsze o mnie myślała
Przyrzekła, że nie zawiedzie,
zaufa i nie zdradzi,
że zawsze poda rękę
i w trudnej chwili doradzi.
I poczułam się znowu,
jakbym była królową.
Tak jakby ktoś mi dziękował,
że może mnie kochać na nowo

Alicja Krawczyńska

  Słyszę cię, gdy milczysz

Słyszę cię, gdy milczysz
Widzę, choć jesteś daleko
Czuję twój dotyk w bezludnym,
Pokoju,
Smakuję ust z pustego talerza,
Zapach twych włosów próbuję
ugłaskać…
I budzę się ze snu co wciąż,
żyje, i szukam pasji, co
sen ten maluje…
Słońcem mym wciąż żar twojego
Ciała
Wiatrem mi szept twój ucha
Deszczem jest skóra twa rosną
Okryta
Księżycem blask oczu twym windy,
Ocal mnie, błagam, od snu tego,
Niech serce mi krwawi

  Leki

Gdy gardła ból doskwiera
Dreszcze podłe przechodzą,
Zaś, chusteczki pod nosem chodzą,
Szafek grabieży przychodzi era.

Nadchodzi czas poszukiwania,
tabletek kropli oraz syropów,
w nadziei na pozbycie się kłopotów,
jednak nie dziękujemy za ich starania,

Zawsze czekają zwarte, gotowe,
w szafce, apteczce grzecznie utajone,
ukradkiem z wolna zerkają przyczajone,
na nasze fizyczne warunku bytowe,

Jednak serce nożem kraje,
że mimo pomocy,
wielkiej ich mocy,
nikt podziękowań marnych nie daje.

  Kraina

Zacząłem podróż, w sennym szarym świecie,
Jak odnaleźć swoją duszę, przeprowadzić przez mrok świecę,
Chwila mija, przepełniona zdarzeń czarą,
Jak odnajduje się po drodze, czy mnie ktoś pomyli z marą

Człowieczeństwo utracone, żar powoli mój dogasa,
Czara mrokiem jest spowita, stary dzwonnik cicho wzdycha,

Wtem dostrzegam drzazgę serca,
Miecz, co n a wskroś mnie przebija,
I choć trochę sprawia,, rana ropą zamazana,
Sztych z piersi wyjmuję cały, zaczynając ból przekrwawy

Budząc bestię czarnolicą,
Szkarłatną posoką z oka łypiąc,

I choć kiedyś bitwę wygram, szramę całkiem czas zabliźni,
Żar ogniem przyozdobię, człowieczeństwo w ciele zgubię,
To nadzieję mam sekretną, ze ty pierwsza z wszystkich bestio,
Kiedyś znowu mnie odwiedzisz, pokazując jak się walczy,

Bym nie zgubił sensu marszu,
By mnie znowu mrok nie zaćmił

  Buty

Codziennie rano wstaję o świcie,
Zakładam buty ciężkie jak życie,

Od pięciu lat niezmiennie czekają,
Aż wstanę założyć je wcześnie rano,

Czy słonce wita domu progi,
Czy śnieg kryje wycieraczki rogi,

Zawsze gotowe, nie ważne w jaką porę,

Z wysoką cholewą i twardą podeszwą,
Czekają aż wreszcie wyjdą na zewnątrz,

Chociaż wyglądem odstają od reszty,
Trampków, kozaków oraz pantofli,

Są ciągle jedyne, niepowtarzalne,
W swojej dobroci i ofiarności,

Gdy ktoś mnie pewnego razu zapyta,

Kim chciałbym zostać,
W przyszłości,

Pełny skromności,
Odpowiem butami,

Tylko własnymi.

  Problemy

Zbyt ślepi jesteśmy, by widzieć problemy,
Zbyt głusi, aby usłyszeć wołanie,

Arytmia zagłusza nam serca empatię,
Całe myślenie popada w apatię.

Ręce zbyt słabe, by pomóc donosić,
Nogi zbyt kruche, by góry podnosić,

Lecz na plecach, garb każdy z nas ma,
Z powodu, że ciężar sam nosi co dnia

Lęk

wszyscy jesteśmy tylko ludźmi
którym tęskno za ciepłem drugiego
za dobrym słowem
że wszystko będzie dobrze, że wysłucham
i spróbuję pomóc
nie bój się, zaufaj mi
lecz czy ja
mogę ci zaufać?
pokazać ci się roznegliżowana
bez obawy, że zostanę źle odebrana?

Co się z nami stało?

Co się z nami stało?
boimy się mówić o uczuciach
ale gdy o nich mówimy
zostają one albo wyśmiane
albo uznane za mało ważne
boimy się żyć
ale gdy żyjemy pełną piersią
jest to krytykowane
boimy się kochać
bo za młodzi, za starzy, bo za dużo na
głowie
a jak kochamy to boimy się stracić
boimy się czuć szczęście
bo tak szybko ucieka
życie przelewa się przez palce
a my większość czasu wypełniamy
strachem
nie doceniamy tego co mamy, co nas
otacza
porównujemy się do innych
a co by było gdyby
każdy zajął się sobą, zaczął doceniać
to co go otacza, zaczął kochać i cieszyć się dniem
co by było gdyby człowiek był dla
człowieka człowiekiem
co to by było…

Chciałabym

chciałabym móc cię dotknąć
tak delikatnie
jak delikatna jest twoja dusza
chciałabym, abyś mogła ujrzeć piękno
takie jakie widzę ja
kiedy patrzę na twoją roześmianą buzię
chciałabym, żebyś pokochała siebie
tak bardzo
jak ja kocham ciebie

Prawda

patrzą
ale nie widzą
jakby spoglądali przez różowe okulary
słuchają
ale nie słyszą
jakby słuchali tylko jednej stacji radiowej
wydaje im się, że wiedzą
że budzisz się, szczęśliwy bądź smutny
że pijesz czarna kawę i zagryzasz ją
bajglem
że robisz tą samą rutynę co oni
głupcy
zaślepieni własnym dobrem, ignorancją
oczywiście że jest tak jak myślą
bo czemuż miałaby być inaczej
lecz pamiętajcie
to że widzicie, nie oznacza że
obserwujecie
to że słyszycie, nie oznacza że słuchacie z
uwagą
to że wam się wydaje, nie oznacza
że jest to prawdą

Jak nas nazwą

Jak nas nazwą
ironiczni, nieco cyniczni
z gonitwa myśli, trzymającą ich przez cały
czas
z sercem pełnem miłości
bez okazji obdarzania kogoś tak
cudownym uczuciem
z samotnością, grającą im na skrzypcach
złudne słowa
nigdy cię nie opuszczę najsłodsze
koniec końców i tak się spotkamy
w każdym aspekcie życia
na jego końcu też cię powitam
tym razem sonatą, którą ukołysze do snu

Obraz

włosy trochę za puszyste
pierś leży trochę dalej od drugiej
uda grubsze, niżeli tej kobiety
którą właśnie mijałaś
zapatrzona w swoje niedoskonałości
zamiast doceniać piękną duszę
ważniejsze jest to
co widzą ludzie

Wygląda jak umarły

Wygląda jak umarły
sińce purpurowe, wychodzące kości
policzkowe
parę zmarszczek też się zliczy
oczy wyłupiaste jakby z orbit wywlec się
chciały
ale chwila.. cos dziwnego, usta jego
wykrzywiają się w uśmiechu
czemuż to? nienormalny?
wygląda jak najmarniejsza śmierć a cieszy
mordę
po cóż to? A! nieważne
zwieją go wiatry jesienne
męczyć się nie będzie musiał
już niedługo halloween! Przebierać się
nie będzie trzeba
lecz wielkie dzieci zdziwienie będzie
gdy zobaczą sąsiada z warkoczem
już po halloween proszę pana!
zejść pan już może!
lecz ten nie odpowiada
chodźcie dzieci, zostawcie wariata
temu to już nic nie pomoże
tylko czara śmierci szata

Romantycy

romantycy to skomplikowani ludzie
będą rozmyślać nad wszystkim
nad każdym pojedynczym słowem
bądź gestem
znajdując w nich piękno lub brzydotę
w zależności od humoru
często odrzucani przez swoje niepewności
chwiejności
ale ludzie nie wiedzą
że romantycy to najpiękniejsi ludzie
nadzieja pokoleń żyjąca uczuciami
trudno się mówi
kiedyś będziemy doceniani

Tak jak wy chcecie

Tak jak wy chcecie
dziewczynka z ambicjami
jak góry wysokie i potężne
z myślą kroczy przez życie
dam radę, nic mnie nie ugnie

halo, halo panienko
czemuż ta literka jest cała w zawijasach?
a ta cyfra na dole strony, pokolorowana
o panie! trapez przerobiła na samochód!

dzieci i dorośli, sprzeczne światy
jedno pytanie mnie nurtuje
czemu nie możemy być kim chcemy?
zawsze pod linijkę, zawsze tak
jak wy nam dyktujecie

a cholera! Zrób literkę
która będzie miała tyle zawijasów
ile będziesz chciała
pokoloruj tę cyfrę na wszystkie kolory
tęczy
tak jakbyś chciała
z trapezów twórz samochody
tak jakbyś je sobie wyobrażała

Samowystarczalność

miała nie wypalone usta
mówiła co chciała
jak to mówią – pyskowała

zawsze głośniejsza od wszystkich w pokoju
nie krzycząc
lecz będąc
obserwując w spokoju

jej oczy zielone niczym mech na drzewie
wwiercały się
penetrując jednego spojrzenie
czasem się zastanawiała
dlaczego tak odstawała

zanim zrozumiała, że została obdarowana
sercem ze stali i duszą ze złota
by pomóc takiemu światu
przejść przez oślepienia wrota

Samobój

znalazłam pokój w smutku
bujając się między korytarzami zmęczenia
przekroczyłam próg , znalazłam spokój
myślałem co mam do stracenia
trochę samolubnie
lecz nie mogłem się oceniać
zmęczony wziąłem ostatni oddech
emocjonalnego odrzuceni
uniosłem rękę
wypowiadając słowa
do zobaczenia

Jak surfer na brzegu

jak surfer na brzegu morza emocji
zastanawiam się która będzie dobra
która w moim sercu zgaśnie
którą przyćmić i którą wyciągnąć za kości

fale niespokojne tak jak umysł i serce
bębnią, krzyczą, uderzają wściekle
z żalem i smutkiem
pytając
ile jeszcze ile jeszcze

NIEWIDZIALNA

siedzę wśród ludzi,
co we mnie to budzi?
uczucie samotności wzrasta,
mimo tego tłumu narasta.
twoja osoba wśród nich,
wszystko rozjaśnia,
nie muszę patrzeć,
by widzieć że jesteś,
twój uśmiech wypełnia to,
co samotnością zwą.
nie chcę byś odszedł,
ale wybór nasz nie nadszedł.

Czy bagnet ugodzi mnie w szyję na froncie

Czy bagnet ugodzi mnie w szyję na froncie
Czy sztylet ostry w serce me bandyta wbije.

Czy pod gruzami ostatnim tchnieniem
pozwoli mi Bóg wypowiedzieć jej imię.

Niech pamięta każdy, słuchajcie mnie błagam,
bo z serca słowa te wypowiadam
Walczyć będę, walczyć będę!

Nie stanie mi przeciw żadna przeszkoda,
gdybym z samym diabłem stanąć maił w szranki
ręce me gotowe będą gotowe do walki.

Film

Całe życie jest jak skrypt,
wciąż przerzucam jego kartki,
całe przeszły tuszem starym,
gdzie w tym sens,
gdzie zwroty akcji,
brak kontekstu scenariusza,

Czy do czegoś ten film zmierza ?

Z każdym dniem kolejna kartka,
czasem pełna żłobień pióra,
czasem czysta biała faktura,

Choć sam piszę każdy wątek,
nigdy nie wiem gdzie on skręca,
jakie będzie zakończenie,
gdzie i kto się w nim pojawi,

Kartek stosy zapisane,
godzin wiele scenariusza,

Kto skrypt cały zatem czyta ?
Opisane dzień po dniu,
jak w diabelnym horoskopie,
każda chwila,
dzień
minuta

Wszystko przez życie spisane,
wszystko posegregowane,

Wiem na pewno, że pod koniec,
łączy się to wszystko w sedno,
jeden wielki kłębek myśli,
będzie w tedy rozplątany,

Jednak czy na łożu śmierci,
ta przeczyta mi choć zdanie ?

Światło

Każdy z nas ma go w środku, ten kojący w nocy żar,
Kto z was go nie pielęgnuje,
Ten niech pierwszy rękę wzniesie,
Huknie głośno, tak niech poniesie się po lesie,
Jednak słyszę w uszach ciszę, tak kojący niczym balsam,
W tedy trąba się rozlega, otwierają trzy pieczęcie,
I zapada znowu cisza, co ukoi ludzkie serce,
Wielu boi się o płomień, który gaśnie w waszych sercach,

Lecz nie bójcie się, nie trwóżcie,
Znam już tego losu drogi
Najpierw was uderzy chłód,
Później srogie łez potoki,
I na koniec stróżka czarna,
Co wylewa się z pod ciała,
Rzeczka słów, pełna czynów oraz wróżb,
Marzeń strumy i płynąca mała duma.

Śnieg

Jeszcze nie ma mrozu,
ale już upadam,
Widzę światła gwiazd,
i je powoli zjadam,
czyszczę swoje pióra,
gładko zdobiąc ziemię,
chcę zrozumieć świat,
i stać się częścią siebie,

Mogą zrobić sobie tutaj ze mnie bałwana,
A w zupie mój nos będzie pływał z rana,
Lecz ja już kimś byłem,
Nie ważne czy wielki,
Bo ogrom oceanu tworzą małe kropelki,

Jeszcze nie ma mrozu,
ale już upadam,
Widzę światła gwiazd,
i je powoli zjadam,
czyszczę swoje pióra,
gładko zdobiąc ziemię,
chcę zrozumieć świat,
i stać się częścią siebie,

Mogę tworzyć i tworzyć, nigdy mnie nie zabraknie,
Chociaż raz w swoim życiu, każdy z was śniegu łaknie,
I choć słońca promienie bardziej was przyciągają,
Kiedy nadejdzie zima, wszyscy mi się kłaniają,

Jeszcze nie ma mrozu,
ale już upadam,
Widzę światła gwiazd,
i je powoli zjadam,
czyszczę swoje pióra,
gładko zdobiąc ziemię,
chcę zrozumieć świat,
i stać się częścią siebie.

Monolog

Wszystko okey, ciągle daję radę,
powoli rozklejają się, dawno zabliźnione rany,
Od dawna błądzę, gdzieś pomiędzy marzeniami,
chociaż przed sobą mam ścieżkę, pokrytą wspomnieniami,

Wszystko okey, chyba już nie daję rady,
łzy powoli płyną, myjąc stare zabrudzone rany,
Świat dookoła mami zdarzeniami,
wykorzystując wady ponad zdolnościami,

Wszystko okey, jak znowu dać radę,
od dawna szukam skrótu, przez życia arkady,
I chociaż mapę widzę, stale otworzoną,
ścieżki mego życia są nieprzebytą drogą.

Czerwone Wino

Od dawna przelewa się życie,
plecie w ciąż ścieżki nieprzebrane,
od dawna śmierć wie, co nam zapisane,
jakie do stołu położy nakrycie,

Nie wiem skąd smak ten,
co do metalu podobny,
lecz znam go, jest wyborny,

Od wielu lat się z nim zmagałem,
wielu starań dokonywałem,
by w końcu opuścił ust mych leże,
bym w środku nie czuł się jak zwierzę

Każde ze starań,
choć nawet największych,
trupem muszą padać,
jeden po drugim,

Księżyc mi światkiem,
ziemia ostoją,
żaden pośród ludzi,
nie ujdzie mą drogą,

Przeżywać katusze,
męki zasłużone,
by innych dusze,
były zbawione,

choć krew z winem,
do kielicha wpływa,
nie jest to wcale,
wasza słodka wina.

Cisza wśród Szumu

Krzyk mnie otacza,
Bestie w dale ryczą,
Jednak samotność,
Ogromna potworność,

Nie ma mnie w tłumie,
Jak cień wciąż przenikam,
Domem mym cienie,
Głosem ciało zaklinam,

Jedyny widzę, szumu mego serca,
Bijące wciąż w nicości,
Bez żadnej litości,
Luster odbicia żadnego,

Czekam wciąż na znak,
W ciemności wołając,
Ryk swój jąkając,
Przez włości mąk,

Usłysz co mówię,
Co wołam,
Co czuję,

Wytul w ciemności,
Mroczna kochanko.

Wena

Ona jak mara,
pojawia się z rana,

Zwiewna kochanka,
mąciwoda nieznana,

Nieważne kto błądzi,
ważne kto wraca,

Kto błędnym pomaga,
kto płynna fontanna,

Ja znam ją jedyną,
każdego rana powraca,

Nęka i błądzi,
zachęca i karci,

Podziękować pragnę,
mojej myśli królowej,

Za każdy promień,
myśli przebłyski,

Nękasz i karcisz,
powracasz i znikasz,

Mieczem mym serce,
z rana przebijasz,

To oda zaranna,
mroczna i powabna,

Mojej Pani podzięka,
jedyna ostatnia.

Czas powrotu

Znowu jestem, w miejscu mi znanym,
Pośród tłumy, zawiłości korytarzy,

Nic się nie zmieniło, lecz kolą w oczy zmiany,
Wciąż nie rozumiem, dlaczego powrotu czasy,

Niespodziewanie nastały, choć każdy wyczekiwał,
Tajemnica wiadoma, którą każdy wypatrywał,

Niektórym zbawiennie, dla innych potępienie,
Kawałek piekła, z odrobiną nieba,

Czas powrotu nastał, wszyscy o tym wiemy,
Lecz czy każdy wrócił, tego się dowiemy,

Kto wraca do nas w chwale,
Kto z błotem jest zmieszany,
Kto miał obiad syty,
Kto dostał okrawki,
Kto piedestał dostał,
Kto pod podium stoi,
Kto wrócił w koronie,
Kto się w wory stroi,

Czas powrotów mówię,
Czas powrotów marnych.

Bajki

Każdy już wie, kto śpiewał mą pieśń,
Godziny mijają, zapadł już mrok,
Gdzieś daleko tam, zatrzymam swój krok,
Lecz teraz usłuchaj, chwyć się za dłoń,

Jutro zabierze nas tam, daleko przed siebie,
Gdzie nie ma imion, gdzie słychać szum drzew,
Gdzie słychać w ciąż pieśń,

Jest jedna melodia, zaklęta w piersiach mych,
Opowieść rycerza, z bardzo daleka,
Już nikt jej nie śpiewa, koniec mąk twych,
Dziś nikt nie zapyta, o tego człowieka,

Jutro zabierze nas tam, daleko od dom,
Gdzie nie ma map, gdzie nie ma już imion,
Gdzie nie ma powrotu,

Ona została, wszystkie zostaną,
Stare historie, zapisane w mym sercu,
Niech w głowie dalej mej brzmią,
Historię o królach, rycerze i smoku,

Możesz ze mną śpiewać,
Jeśli tylko masz chęć.

Przygoda

Złoto płynące, z gór nas zamiata,
Wojowników, herosów bój wielki wymiata,
Niewagą, każdy zew ten omiata,
Każdy z nas jest jak dziecię Lewiatana,

Nieważne kto skona, następny się wzniesie,
Pomoc jest ważna wśród Bestii dziecię,
Więc proszę, herosów z dawnej prozy,
By nowych bohaterów, w szeregi przyjęli,

Bez wagi,

Czy stary, młody,
Czy żwawy, chory,

Każdy gotowy do przygody chwały,
Choć przygoda, krwawa i złowroga,
Każdy z nas stanie przed oblicze Boga.

 

Szczęście

Mimo woli,
życia niedoli,
każdy jest inny,
wewnętrznie winny,
życia, zachowania,
myślenia i poznania,
jak mędrzec czy druid,
lasu wędrowiec,
kto czyta, kto widzi,
kto myśli, kto czuje,
dziękuje wam wszystkim,
dziękuje, kto czuje,

Gdzie jest to szczęście,
którego w ciąż szukam,
choć między ludźmi,
gdzie kielich w dłoni,
jak tancerz dookoła,
wiruje i trącam,
kto wie gdzie szczęście,
czy to ono było,

Czy szczęście to rzecz,
czy szczęście to człowiek,
czy da się je posiąść,
czy da się je zdobyć,

Czy ona była,
jedną z niewielu,
co w Bogu człowieka widziała,
co w człowieku Boga ujrzała,

Czy po prostu w oczy łgała.

Cena

Niczym księżyc,
ginął będę i powracał,

Znamię samotności,
zawsze spłacam je co dnia,
okruch wierności,
co okrutny żaru smak ma,

Jedyny jestem,
co dawne piętno czuje,
niczym Kain,
własną drogą snuje,

Choć nikogo,
kamieniem nie trafiłem,
jednak codziennie,
własne życie trupem kładłem,

Niczym słońce,
ginął będę i powracał.

Imbryk

Każdego ranka eliksir ważysz,
Wczesnego ranka najlepszy towarzysz,
Czarny jak smoła,
Niebiańska aroma,

Poranny rytuał, nieziemska ekspresja,
Wielka tajemnica, dumą uderza,
Mistrzu, pytanie mamy,
Czy imbryk do pełna zalany,

Sam jesteś, niczym czarna kawa,
Wielka niewiadoma, co na nogi stawia,
Jak obieżyświat w koncie,
Co myślami w dal wędruje,

Rady twoje jak cukiernica,
Z daleka każdy je czasem omija,
Lecz czy bez niej kawa,
Warta jest zapamiętana,

Lecz w jednej kwestii,
Odstajesz od trunku,
On kiedyś się skończy,
Ty z fajką siedzisz na podwórku.

Rzeczy małe

Bywają takie dni,
Gdy życie idzie na opak,
Gdy wszystko rani,
Myśli czarnych obłok,

W takich chwilach
Twarz trzeba obrócić,
Niczym słonecznika liść,
Wprost do słońc twarzach,

Wykorzystać wzburzenie,
Swoje wewnętrzne zgubienie,
By cieszyć się z rzeczy małych,
Czasami pozornie błahych,

Chciałem być sam jak buty,
Których ciężar nosiłem co dnia,
Lecz niczym leki odrzucony,
Za pomoc niewidoczna była zapłata,

Lecz nie patrzę w góry,
Lecz nie patrzę w doły,
Patrzę wprost przed siebie,
Czekając aż coś się zmieni.

„Morze”

Błękit fal, morze onieśmiela,
Rdzawy zachód, odwagę przyćmiewa,
Pokładem przechodzisz, chwiejąc się na falach,
W dal patrząc, bryza morska uderza po twarzach,

Po twarzach załogi, do celu ją prowadzisz,
Daleko za horyzont, gdzie okiem nie sięgniesz,
Żagiel mocny, na maszcie rozkwitał,
Wiatr przygody, materiał przedmuchał,

Choć droga daleka, kapitana czeka,
Latarnia morska, z daleka jak zapalniczka,
Do portu nieznanego, duch ciebie prowadzi,
Niech ci los w podróży, przyjemne fale sprawi.

Czas

Znów sam zadałem sobie ranę,
By zobaczyć czy w ciąż czuję,
Skupiłem się na bólu,
Który nadal toleruję,

Zamiast z życia garścią brać,
W kąt wspomnienia pragnąłem oddalić,
Nie widząc, że wszystkie pamiętam,
Chciałem je daleko zostawić,

Czym ja się stałem,
Moi przyjaciele,
Każdy kogo znam,
Odchodzi, zmienia się,
Weźcie ode mnie wszystko,
Całe imperium na piasku,
Wszystko wam zostawiam,
Tak jak wy zostawicie mnie,

Noszę tę cierni koronę,
Siedząc na żelaznym tronie,
Pełnym bólu,
Którego już nie zniosę,

Przez ten cały czas,
Uczucia poszły w las,
wy jesteście inni,
Ja myślę wciąż o was,

Czym ja się stałem,
Moi przyjaciele,
Każdy kogo znam,
Odchodzi, zmienia się,
Weźcie ode mnie wszystko,
Całe imperium na piasku,
Wszystko wam zostawiam,
Tak jak wy zostawicie mnie,

Gdybyś tylko mógł,
Cofnąć do tyłu czas,
Czy cokolwiek byś zmienił
Czy przeżył to jeszcze raz?


Za dusze umarłych

Wielu spotkałem, pod nieba progami,
Wielu kulało pod bramami nieba,
Lecz kto z was przejdzie przez nie,
Czekać na wieki, czekać nam trzeba,

Więc czekam i czekam,
Na kolei swoją, co torami w górę wiedzie,
Przeczekam, przepatrzę gdzie niesie,
W końcu przystań, gdzieś swoją ma wiecie,

Odpowiedz chcę znaleźć, gdzie życie ma kres,
Gdzie pośród wschodów, zachód ma sens,
Czekam i patrzę, jak zmienia się życie,
Dlaczego tak marnie swobodnie przepłynie,

Niech płynie jak rzeka, Styks wielka męka,
Może ktoś z łodzi odpowie na zew.

Szał

Każdy okrzyk swój wzniósł,
Bębny wojenne biją,
Cienie wojenne mgieł,
Kształty ludzkie przysłaniają,

Każdy z nas, jak potwór szalony,
Krzyczy i ryk wydaje,
Iluzją krótką przyczajony,
Miłość do szału wyznaje,

Nikt myśli nie skąpa,
Ile czynu wyrządza,
Skrojona pomroczność serca,
Wewnętrzna lustrzana lusterka.


Powtórka

Znowu tu jestem
Choć sobie przyrzekłem,

Patrzę do przodu,
Na opium ludu,

Samotny wśród tłumu,
Odgłos wzdłuż chóru,

Co począć myśląc,
po cichu krzycząc,

Lustrzana lustra odbija,
Wspomnienia dawne nadziela,

Wciąż mi brakuje wytchnienia,
Czując twego nacisk kołnierza,

Przychodzisz ponownie,
Boleśnie nieznośnie,

Nikt ciebie nie widzi,
Twój wzrok mnie wstydzi,

Niewidzialna królowa,
Dla mnie morowa,

Żyć bez ciebie nie umiem,
Losu bezdenny rumień,

Wciąż czekam,
W ciszy narzekam,

Na brak twojej dłoni,
Czując oddech na swojej skroni.


Dlaczego

Pytanie jedyny, dzielnie zadawane,
Dlaczego samemu, dlaczego po ciemku,

Pytanie wam znane, niedoceniane,
W ciemności nie widać śladu po plamie,

Pytanie jedyne, niepowtarzalne?
Powtarzane do znudzenia, niezatapialne,

Nie zatopione, nie zapomniane,
Przez was nadal jednak zadawane,

Ktoś z was, zapomniał jeszcze,
Zadać pytanie?


Bastion

Forteca niezbadana,
ogromna niepoukładana,
barykada własnych myśli,
niech ktoś mapę, do nich kreśli,

Zamek ceglany,
własnoręcznie budowany,
w głowie marzeniami,
realnie brukowanymi bloków cegłami,

Barbakan ufortyfikowany,
zawsze oblegany,
przez ludzkie hordy,
rozumu, który odpowiedzi jest głodny,

Ogromna wieża,
głowę nawiedza,
lecz jak pusta twierdza,
nikt jej nie odwiedza.

Bajka

Życie było niczym klechdy,
Sam w nich byłem bohaterem,
Lecz kto znał te legendy,
Gdzie mnie nazywali królem,

Nigdy takie nie istniały,
Mity i powieści małe,
Na kartach których pióra się łamały,
Gdzie swym męstwem królowałem,

Kłamstwo i mistyfikacja,
Sam złapany w własne sidła,
Świętych tekstów profanacja,
Dziś spowija mgła je nikła,

Sam ja jeden wiem jak boli,
Gdy się nosi własne czyny,
Kruchość marzeń dźwiękiem woli,
Rozbijana bez przyczyny,

Taka oto jest legenda,
Królu głupcu w własnej wieży,
On poskromił swoje kłamstwa,
W które dzisiaj nikt nie wierzy.

Koniec Ewangelii

Wielkie księgi,
Przepastne tomy,
Pozłacane trony,
Nieznane mordęgi,

Ten z nas miał rację,
Kto ludzkość okłamał,
Kto widział zdrajcę,
Kto pieczęć przełamał,

Ostatnia z przypowieści,
Nigdy nie poznana,
Ostatecznie przekłamana,
Koszmarem zdobiąc treści,

Ten ducha utrzymał,
Kto walki wolę stracił,
Kto całkiem się załamał,
Kto myśl swoją narzucił,

Początkiem nowej drogi,
Ostrze włóczni końca,
Łopoczą skrzydła gońca,
By diabeł stanął na nogi,

Ten w samotności pełnię odnalazł,
Kto w pełni samotności doznał,
Kto aniołom za skórę zalazł,
Kto razem z diabłami zapłakał,

Niezrozumna nowiny płęta,
W ostatnich wersetach mędrca,
Tylko niektórzy otworzą serca,
Zanim ich ciemność opęta,

Kto mędrców nauczał,
Kto przyjaciół oszukał,
Kto ludzkość dopełniał,
Ten życie zrozumiał,

Początek z końca.